Weekend za miastem – Poleski Park Narodowy

W tym roku na weekendowe zwiedzanie sprawdzam nowe miejsca, których do tej pory nie miałam okazji zobaczyć. Czy to z polecenia znajomych, czy z rekomendacji w mediach społecznościowych – zawsze jest coś nowego do odkrycia, nawet blisko domu.

Takim właśnie nowym miejscem jest znajdujący się w województwie lubelskim utworzony w 1990 roku Poleski Park Narodowy.

Park to prawie 98 km2 powierzchni i kilka pieszych i rowerowych ścieżek przyrodniczych udostępnionych turystom.

Dojazd do parku z Warszawy, w zależności od natężenia ruchu zajmie około 2,5-3 godziny.

W trakcie tej wizyty na Lubelszczyźnie sprawdziłam dwie ścieżki przyrodnicze – Dąb Dominik i Spławy.

Koszt biletu wstępu na pojedynczą ścieżkę dla osoby dorosłej to 6 zł.

Bilet do parku musiałam kupić stacjonarnie w kasie, niestety opcja zakupu biletu online nie była możliwa. Nie wiem, czy to kwestia chwilowego problemu technicznego strony, czy coś innego, ale warto mieć ze sobą gotówkę na taką ewentualność.

Ścieżka Dąb Dominik (ścieżka piesza) rozpoczyna się w Kolonii Łomnickiej, dla turystów udostępniony jest wygodny parking zaraz przy wejściu na szlak. Do wyboru mamy ścieżkę w wersji krótszej i dłuższej.

Trasa w wersji dłuższej (którą polecam) liczy około 3,5 km w obie strony, a jej przejście zajmie mniej więcej (w bardzo spokojnym tempie) 1-1,5 godziny.

Początkowo wchodzimy w wysoki las sosnowy, który już na wstępie robi niesamowite wrażenie. Efekt bajkowości potęguje pięknie rozporoszone między koronami drzew światło i cienie padające na ścieżkę.

Po wyjściu z lasu dochodzimy do największej atrakcji – zarastającego jeziora Moszne. W tej części można spotkać (lub usłyszeć) żurawie, łosie, czaple czy bobry.

Powierzchnię jeziora częściowo pokrywa kożuch utworzony z roślin, czyli tak zwane pło lub spleja. Dokładne informacje, o tym co dzieje się na danym obszarze parku przeczytać można na tablicach, które napotkamy po drodze przy kładkach.

Dalsza część spaceru to obszar rozległych bagien i torfowisk porośniętych przez bogatą i soczystą roślinność. Idąc dalej tą trasą dojdziemy do torfianek, czyli dawnych wyrobisk po wydobyciu torfu, a dalej do wsi Jamniki.

Na parking możemy wrócić przez wieś Jaminiki lub wybierając tę samą kładkę przez torfowiska i bór sosnowy.

Kolejną wybraną przeze mnie ścieżką były Spławy.

Auto można zostawić na terenie Muzeum PPN – parkowanie jest bezpłatne, ale trzeba zdążyć z powrotem do godziny 17.00, ponieważ po tej godzinie plac muzeum jest zamykany.

Trasa rozpoczyna się w miejscowości Stare Załucze i liczy około 7,5 km. Na jej przejście będziemy potrzebować 2,5-3 godziny.

Ważna uwaga – oznaczenie szlaku zobaczyć można przy barze Przystań Spławy naprzeciwko muzeum, ale jest to koniec trasy. Wejście na szlak znajduje się kilka metrów dalej. Po wyjściu z terenu muzeum należy kierować się w lewo, tam zgaduje się właściwe wejście, zgodne z kierunkiem zwiedzania.

Ścieżka Spławy prowadzi przez las brzozowy, brzeziny bagienne, ols kępkowo-dolinkowy, łąki turzycowe, aż do jeziora Łukie, największego zbiornika wodnego na terenie parku.

Przy jeziorze do dyspozycji turystów udostępnione zostało miejsce do odpoczynku, czyli zadaszona wiata, w sam raz na piknik, czy chwilę wytchnienia.

Dalsza część ścieżki prowadzi po grobli dziedzica. I w tym miejscu czar mojego zwiedzania i spacerowania nieco prysnął, a to ze względu na co chwile szeleszczące trawy, w których wiły się zaskrońce. Dla kogoś, kto panicznie boi się wszystkich węży, jaszczurek żab i innych tego typu „stworzonek” może to być duży dyskomfort, zwłaszcza, że zaskrońce miejscami wygrzewały się na kładkach, centralnie przed moimi stopami, ale taki urok lasu, w końcu to ich dom…

Niemniej, sama trasa robi ogromne wrażenie. Jest bardzo dobrze przygotowana, oznaczona, po drodze znajdziemy tablice informacyjne o gatunkach zwierząt jakie tu spotkamy.

Co ważne, kładki są wąskie i naprawdę nie warto tutaj wybierać się na wycieczkę rowerową – momentami jest ciężko minąć się z kimś, kto na siłę próbuje przejechać trasę na dwóch kółkach. Dla rowerzystów udostępnione są inne trasy i myślę, że trzeba szanować zasady obowiązujące na terenie każdego parku.

Dla kogo są ścieżki? Według mnie dla każdego. W zależności od predyspozycji, można wybrać trasy krótsze lub dłuższe. Bez większych trudności poradzą sobie na nich dzieci – to w zasadzie spacer przez las przez dobrze przygotowane trasy.

Szczegółowe informacje o pozostałych trasach pieszych i rowerowych dostępne są na stronie parku http://www.poleskipn.pl/

Madera w 7 dni – co warto zobaczyć

To moja bardzo subiektywna lista głównych punktów wartych zobaczenia na Maderze. W 7 dni nie sposób oczywiście zobaczyć na wyspie wszystkiego, ale myślę że te główne punkty pokażą w jak pięknym miejscu właśnie jesteśmy.

Kolejność wymienionych atrakcji jest losowa.

Ponta de São Lourenço Przylądek świętego Wawrzyńca

Właściwie to trasa dla każdego. Szlak jest przygotowany i zabezpieczony, miejscami są bardziej strome podejścia, zwłaszcza przy końcowym fragmencie, ale myślę że każdy sobie z nimi poradzi. Warto założyć buty trekkingowe, wziąć czapkę, zapas wody i kurtkę chroniącą przed wiatrem lub cieplejszą bluzę (mogą się przydać po dotarciu na miejsce). Zgodnie z oznaczeniem na początku szlaku, trasa ma 3 km w jedną stronę, szlak PR 8. Spokojnym tempem, z przerwami na zdjęcia i odpoczynek wycieczka zajmie około 2-3 godziny w obie strony.

W trakcie spaceru warto zejść na kamienistą plażę i chwilę odpocząć (zejście jest oznaczone) i zatrzymać się przy punktach widokowych. Skały wystające z oceanu robią ogromne wrażenie.

Po drodze można zatrzymać się też w barze na małą kawę, wodę lub brisę.

Wiosną i jesienią szlak wyglądał zupełnie inaczej, co doskonale widać na zdjęciach (marzec 2021 i październik 2018).

Auto można zostawić na parkingu przy szlaku lub przy ulicy.

Dodatkową atrakcją są samoloty podchodzące do lądowania na lotnisko w Funchal.

Marzec 2021
Październik 2018

Cabo Girão Skywalk taras widokowy Cabo Girão

Jeden z najwyższych klifów w Europie (580 m n.p.m.) położony wzdłuż południowego wybrzeża Madery. Sam klif początkowo nie robi wrażenia, ale taras widokowy ze szklaną podłogą już wzbudza emocje. Niejeden turysta przed wejściem na taras ma chwilę zawahania, czy to oby na pewno bezpieczne i czy konstrukcja wytrzyma obciążenie kilkudziesięciu osób, które właśnie na nim stoją.

Z punktu widokowego rozpościera się piękny widok na małe poletka uprawne w dole, tuż nad oceanem, miasteczko Câmara de Lobos oraz stolicę wyspy Funchal.

Wstęp na taras widokowy jest bezpłatny. Auto można zaparkować przy ulicy zaraz obok wejścia. Ten punkt wycieczki warto zaplanować na bardzo wczesne godziny poranne lub mocno popołudniowe – w ciągu dnia przewija się tutaj mnóstwo wycieczek zorganizowanych, które wysypują się z autokarów biur podróży.

Widok na Funchal

Vereda do Fanal

Trasa, na której pogoda zmienia się w ciągu kilku sekund – raz idziemy w pełnym słońcu, a za chwilę toniemy we mgle i chmurach.

Las Fanal znajduje się na górskim płaskowyżu Paul da Serra w północno-zachodniej części Madery. To miejsce można odwiedzić na dwa sposoby – parkując bardzo blisko miejsca docelowego, tuż przy wejściu do najbardziej klimatycznego lasu na wyspie lub udać się w kilkugodzinną wycieczkę i przejść trasę od samego początku (trzeba pamiętać, że później trzeba też wrócić po auto tą sama trasą!).

Najlepiej dotrzeć tutaj autem, które można zostawić przy drodze lub wyznaczonej zatoczce.

W wersji dłuższej trekking rozpoczynamy na parkingu przy drodze ER209, szlak PR13. Łącznie trasa w obie strony to ponad 20 km. W kilku miejscach szlak przecina się w drogą asfaltową. Fanal to przede wszystkim drzewa Ocotea foetens (podgatunek drzew ocotea z gatunku wawrzynowatych – Laurissilva). Drzewa te rosną tylko na Maderze. 

Praia do Porto do Seixal czarna plaża w Seixal

Według mnie to najpiękniejsza plaża na wyspie – czarna, z miękkim piaskiem, z widokiem na wodospady. Świetną opcją w chłodniejsze dni jest tutaj urządzenie pikniku.

Pico do Arieiro & Pico Ruivo

Na Pico Ruivio można dostać się na dwa sposoby – z Pico Arieiro lub z Achada do Teixeira.

W wersji mniej wymagającej trzeba dojechać do Achada do Teixeira, stamtąd zaczyna się szklak PR1.2. Trasa zajmuje około 3h w obie strony (wliczając w to bardzo długą przerwę na zdjęcia i podziwianie widoków) i liczy ok 6km.

W wersji dłuższej trekking zajmuje około 8h w obie strony, szklak PR1, do pokonania jest około 11 km w obie strony.

To opcja nieco trudniejsza pod względem technicznym – większa ekspozycja i małe element wspinaczki. Szlak prowadzi licznymi tunelami wydrążonymi w skałach. Trasa jest bardzo malownicza. Na pewno przyda się zapas wody i odpowiednie buty, dodatkowo krem z filtrem i kurtka.

Zarówno w wersji krótszej jak i dłuższej, bardzo polecam taki rodzaj aktywności na Maderze.

Widok na schronisko na szczycie Pico Ruivo

Santana tradycyjne maderskie miasteczko

Małe, urocze domki kryte strzechą wyglądające trochę jak z bajki. Obecnie prowadzone są w nich małe sklepiki z pamiątkami i rękodziełem.

Jardim Botânico da Madeira & Monte Palace Madeira ogrody botaniczne

Ogrody botaniczne to cała roślinność Madery zebrana na skoncentrowanej powierzchni. Znajdziemy tu kaktusy, hortensje, storczyki i sterlicję królewską.

Madera to także raj dla milionów jaszczurek, które spotkamy po prostu wszędzie.

Wszędobylskie jaszczurki

Mercado dos Lavradores targ w Funchal

Targ znajduje się w Funchal. Warto się tu wybrać i zobaczyć te wszystkie rodzaje markuj i banano-ananasów. Na targu znajdziemy też lokalne przyprawy, ryby, kwiaty. To miejsce gdzie turyści spotykają się z Maderczykami, którzy robią tu codzienne zakupy.

Odmian markuj jest naprawdę sporo
Typowe dla Madery kwiaty – hortensja i strelicja królewska
Lokalny przysmak, czyli pałasz czarny

Levada das 25 Fontes/Rabaçal & Levada do Risco

To najbardziej popularne lewady, dlatego warto zacząć trekking we wczesnych godzinach porannych aby po dojściu do wodospadów nie zginąć w tłumie turystów.

Szlak PR6 zaczyna się przy drodze ER110. Auto możemy zostawić przy drodze lub na przygotowanym dużym parkingu.

Trasa jest bardzo łatwa, prowadzi dobrze przygotowanymi i zabezpieczonymi ścieżkami. Las wawrzynowy przez który biegnie lewada robi niesamowite wrażenie. Intensywna zieleń, dziko rosnące hortensje, wszystkie mchy, paprocie, porosty sprawiają, że czujemy się trochę jak w innej krainie.

Warto założyć wygodne buty i zabrać kurtkę chroniącą przed wiatrem i deszczem.

Całkiem przypadkiem trafiłam też na niesamowity tunel. Ciemny, mokry, z przepiękną roślinnością na każdej jego części. Przejście wymaga latarki i odpowiednich butów.

Camara da Lobos rybackie miasteczko

Bardzo kolorowe i gwarne miasteczko, w którym możemy podejrzeć pracę rybaków. W porcie naprawiane są łódki między którymi na rozwieszonych patykach suszą się ryby.

Miejscowość ma swój niepowtarzalny klimat, z którego korzystał wypoczywający tutaj Winston Churchill.

Madera – najpiękniejsza europejska wyspa. Podróż w czasie pandemii

Madera to zdecydowanie mój numer jeden, jeżeli chodzi o europejskie kierunki. Wyspa jest różnorodna, jednocześnie dzika i bardzo turystyczna. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, bo możliwości są naprawdę nieograniczone.

Można oddać się błogiemu lenistwu na plaży, pływać w naturalnych basenach, aktywnie spędzać dnie na spacerach wzdłuż lewad lub górskich wędrówkach, można surfować, snurkować, czy też żeglować. To taki mały raj w pigułce, bo wyspa ma zaledwie 741m2 powierzchni.

Maderę miałam okazję odwiedzić już dwukrotnie, ale to nadal za mało żeby odkryć całe jej bogactwo.

Pierwsza podróż jesienią 2018 roku była zaplanowana z prawie półrocznym wyprzedzeniem, druga miała miejsce w marcu tego roku i ze względu na COVID-19, ciągle zmieniające się warunki przemieszczania po świecie, była dość spontaniczną decyzją której absolutnie nie żałuję. Poza tym, po pierwszym spotkaniu z wyspą i tak wiedziałam, że jeszcze tam wrócę.

Do podróży w marcu przekonała mnie w miarę stabilna sytuacja na świecie związana koronawirusem. Wydawało się, że jest już całkiem bezpiecznie i można ruszyć w świat.

Zdecydowałam się na zakup biletów czarterowych w TUI (linia Enter Air) i rezerwację noclegu przez Airbnb. Za bilety lotnicze dla dwóch osób z dwoma dużymi bagażami zapłaciłam ok 3200 zł, koszt noclegu na 7 dni to ok. 1800 zł.

Rząd Madery zdecydował się na przyjmowanie turystów z negatywnym wynikiem przeciw COVID-19. Test można było wykonać w Polsce lub po wylądowaniu na lotnisku w Funchal (w drugim przypadku koszt wykonania testu był po stronie rządu Madery, na taką też opcję się zdecydowałam).

W przypadku wykonywania testu na miejscu, obsługa lotniska prosiła o okazanie kodu QR w aplikacji madeirasafe.com i wskazywała właściwą kolejkę do wykonania badania, które było przeprowadzone bardzo sprawnie, bez żadnego zamieszania, czy długiego oczekiwania. Kierunek poruszania się po lotnisku dla osób zaszczepionych, z wykonanym testem i oczekujących na test był zaznaczony na podłodze niebieskimi i zielonymi liniami. Po podaniu pracownikowi lotniska numeru telefonu, otrzymałam cztery naklejki z kodem kreskowym (jedna dla mnie, pozostałe dla osoby pobierającej wymaz, kod był potrzebny do sprawdzenia wyniku testu następnego dnia). Cała procedura na lotnisku zajęła nie więcej niż 10 minut.

Podczas wykonania testu otrzymałam instrukcję, że czas oczekiwania na wynik to 8-10 godzin, mam udać się do miejsca noclegu, mam nałożoną kwarantannę i nie mogę poruszać się po wyspie.

Wynik testu otrzymałam mailem około 2 w nocy (około 8 godzin od wykonania testu) i od tego momentu mogłam swobodnie poruszać się po wyspie.

W takcie marcowego wyjazdu na Maderze obowiązywała godzina policyjna – w tygodniu od 19:00 do 5:00, a w weekendy od 18:00 do 5:00, dotyczyła zarówno turystów jak i mieszkańców wyspy. Po 18/19 zamykane były sklepy, restauracje, bary, apteki, itd. Jeżeli ktoś zjawiał się w restauracji przed 18/19, obsługa na wejściu informowała, że o określonej godzinie zamykają i mamy ograniczony czas na spożycie posiłku. Tym samym trzeba było dobrze planować wszystkie trasy, żeby zdążyć zrobić zakupy lub zjeść kolację w restauracji do wyznaczonej godziny.

W 2019 roku mieszkałam w Funchal, dlatego tym razem zdecydowałam się na inne miejsce.

Na Airbnb znalazłam piękny domek z widokiem na ocean i zachodzące słońce w Arco da Calheta i to był strzał w dziesiątkę! Domek był położony na wzgórzu. Trochę odludzie, stromy podjazd (jak na Maderę przystało), ale za to genialne widoki o każdej porze. Do tego prywatne jacuzzi i godzina policyjna niestraszna. Po całym intensywnym dniu zwiedzania, można było odpocząć w idealnych okolicznościach. Miejsce było też super bazą wypadową do zwiedzania wyspy. Warto zaznaczyć, że temperatura powietrza w górach była zdecydowanie niższa niż nad oceanem, dlatego wychodząc z domu ubierałam bluzę, a w tym czasie nad oceanem można było już plażować.

Po Maderze najlepiej poruszać się autem, dzięki czemu zyskujemy całkowitą niezależność, ale nie jest według mnie to wyspa dla niedoświadczonych kierowców. Podjazdy, zjazdy, serpentyny i wąskie uliczki mogą przysporzyć kłopotów komuś, kto siada za kierownicą okazjonalnie lub jeździł do tej pory tylko po nizinach. Polskie podjazdy typu 5 czy 7% przy Maderze wydają się takie płaskie! Zdarzają się też miejsca, gdzie zmienia się organizacja ruchu i nagle musimy jechać lewą stroną (na przykład jedna z uliczek w okolicach Monte).

Madera to wyspa tuneli. Co chwilę trzeba przebijać się przez góry, bo tak właśnie została poprowadzona nowa droga. Stara droga wzdłuż wybrzeża została już w zasadzie całkowicie zamknięta (choć można trafić jeszcze na niewielkie jej fragmenty, z których korzystają miejscowi) dla ruchu ze względu na liczne wypadki z udziałem turystów i obrywy skalne, które stanowiły poważne zagrożenie.

Ze względu na niewielkie rozmiary wyspy (długości 57 km z zachodu na wschód, szerokości 22 km w najszerszym miejscu i długości wybrzeża około 140 km), w około godzinę można dojechać w dowolne miejsce, co jest ogromną zaletą dla wszystkich aktywnych turystów.

Przy wypożyczeniu auta warto zdecydować się na pełne ubezpieczenie, które pokryje koszty ewentualnego uszkodzenia, czy to spadającymi kawałkami skał, czy przebiciem opony na tym, czego nie zauważymy na drodze.

Podróż w czasie pandemii miała (mimo wszystko) niewątpliwie sporo zalet.

Na wyspie było naprawdę niewielu turystów. Dzięki temu nawet najbardziej turystyczne miejsca można było zwiedzać bardzo swobodnie, bez pośpiechu i presji, że ktoś depcze nam po piętach. Na szlakach mijałam zaledwie kilku turystów dziennie. Tym samym, nie było problemu, aby zrobić zdjęcia bez ludzi w tle (to mój koszmar i obsesja!), zatrzymać się i po prostu podziwiać widoki.

Mniej gości w restauracjach i barach oznaczało szybszą realizację zamówienia. Na drogach odczułam zdecydowanie mniejszy ruch, nie było też kłopotu ze znalezieniem miejsca parkingowego blisko wejścia na szlak.

Ceny noclegów, czy to w centrum Funchal, czy na obrzeżach były zdecydowanie niższe. Korzystnie cenowo wypadały również wycieczki organizowane przez biura podróży (w opcji last minute można było znaleźć świetną ofertę poniżej 2000 zł/osoba).

Niestety, to co dla turysty było plusem, mogło być ogromnym minusem dla samych Maderczyków, którzy na turystyce opierają swoje lokalne rodzinne biznesy. Każdy kij ma dwa końce…

Na Maderę wrócę jeszcze nie raz. Ta wyspa ma w sobie coś magicznego i dwa tygodniowe pobyty to zdecydowanie za mało, żeby wszystko zobaczyć.

Kolejne klify, punkty widokowe, lewady, górskie szczyty, to wszystko czeka na następną wizytę.

Lista przedświątecznych umilaczy!

Okres przedświąteczny nie musi kojarzyć się ze stresem, spędzaniem godzin w kuchni na lepieniu pierogów i bieganiem między regałami w markecie w poszukiwaniu brakujących produktów do piernika. Według mnie ten magiczny czas w roku można wykorzystać zdecydowanie lepiej, a przede wszystkim pozwolić sobie na chwilę wytchnienia.
Poniżej moja lista rzeczy, które umilają oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę!

Ulubione herbaty

Najlepiej z solidną porcją pomarańczy, miodu i goździków lub z mrożonymi jagodami, cytrusami i cynamonem…Ponadto testuję różne mieszanki herbat, na przykład biała z pomarańczą i różą, czarna z pomarańczą i czekoladą. Wszystkie bardzo aromatyczne i przywołujące na myśl nadchodzące Święta.

herbata4

Świąteczne piosenki

Dla mnie numerem 1 jest oczywiście Micheal Bubble i jego płyta Christmas, którą do znudzenia odtwarzam w grudniowe wieczory! Bardzo nastrojowa i klimatyczna. Zdecydowanie polecam 🙂

Film ze Świętami w tle

Wieczór z popcornem i świątecznymi filmami? Dlaczego nie! Obok Kevina samego w domu i Kevina w Nowym Jorku (pozycje wręcz obowiązkowe ;)) moi ulubieńcy to Świąteczna gorączka, To właśnie miłość, Listy do M., Dziennik Bridget Jones . Filmowy maraton już zaplanowany!

Świąteczne swetry

Świąteczne swetry o żaden obciach! W ofercie popularnych sieciówek znajdziemy modele godne uwagi. Jeżeli boimy się odważnych motywów z mopsem w czapce świętego Mikołaja, wybierzmy coś bardziej uniwersalnego, na przykład swetry w stylu norweskim.

Wspólne pieczenie pierników

Zaprośmy przyjaciół, przygotujmy kolorowe lukrowe pisaki, świąteczne posypki, foremki w ulubionych świątecznych kształtach, mnóstwo piernikowego ciasta i spędźmy wspólnie czas na pieczeniu pierników! Do tego grzane wino i świąteczne piosenki, a dobra zabawa gwarantowana!
pierniczki5Domowe grzane wino

Wino pachnące pomarańczami, goździkami i cynamonem…To domowe smakuje zawsze najlepiej. Do tego obowiązkowo książka, dobry serial lub ulubiony świąteczny film!

Iluminacja świąteczna

Przedświąteczny spacer Nowym  Światem i Krakowskim Przedmieściem to nasza tradycja! Gdy tylko zapadnie zmrok, a miasto tonie w setkach tysięcy kolorowych światełek ruszamy na długi spacer. Po drodze zatrzymujemy się w jednej z sieciowych kawiarni, bierzemy czekoladę na wynos (obowiązkowo z porcją bitej śmietany)  i podziwiamy świąteczną iluminację, która z roku na rok jest coraz piękniejsza i bardziej strojna.

Pakowanie prezentów

Prezenty, nawet te symboliczne i niewielkie zawsze warto odpowiednio zapakować. Obdarowana osoba poczuje się jeszcze ważniejsza, gdy pomyśli że poświeciliśmy jej dodatkową chwilę naszego czasu i włożyliśmy wysiłek w zapakowanie prezentu.
Kolorowy lub szary papier, wstążki i tasiemki, gałązki świerka lub ostrokrzewu…Możliwości jest cała masa!

Przygotowanie stroika

Najpiękniejszy będzie właśnie ten stroik, który przygotujemy własnoręcznie. Na Pintereście znajdziemy mnóstwo inspiracji! Może to być wieniec udekorowany suszonymi owocami i szyszkami, świąteczne lampiony lub bukiet z gałązek świerka.
Ja w tym roku stawiam na świeczniki w słoikach, które będą świetną dekoracją Wigilijnego stołu.

świeczka1

Nowości w domowej biblioteczce

Dziś cztery książkowe nowości, które umilają mi podróż do/z pracy oraz wieczory spędzane w domowym zaciszu.
Może któraś z pozycji wpadnie Wam w oko lub stanie się świątecznym prezentem?
Zapraszam! grudzienksiazki1

Zestawienie otwiera Wyspa. To opowieść o losach Sofii Fielding i jej córki Alexis, która wkraczając w dorosłe życie postanawia poznać rodzinne tajemnice.
Po przyjeździe z Londynu do Grecji Alexis ze zdumieniem odkrywa, że Plaka leży bardzo blisko dawnej kolonii trędowatych – osady na niewielkiej, kamienistej wysepce Spinaloga. Jakie sekrety ukrywała do tej pory matka Alexis i jak to wszystko łączy się ze Spinalongą? Przeczytajcie koniecznie!
Mnie książka wciągnęła na długie godziny, chciałam doczytać choćby kolejny akapit, by wiedzieć co będzie dalej. Polecam!ksiazkigrudzien2

Po bardzo pozytywnym zaskoczeniu jakiego doznałam po przeczytaniu Życia na pełnej petardzie, z przyjemnością sięgnęłam po Grunt pod nogami.
Książka to zbiór homilii księdza Jana Kaczkowskiego, pochodzących z różnych okresów jego kapłaństwa. Niektóre są bardzo poważne i doniosłe, inne wygłaszane nieco z przymrużeniem oka, ale każda z nich skłania do refleksji nad własnym życiem i sposobach postępowania w życiu codziennym, nad relacjami z drugim człowiekiem.
Według mnie warto sięgnąć po tę pozycję, zwłaszcza teraz w okresie przedświątecznym i dokonać małej analizy naszego życia.

ksiazkigrudzien3

W tym zestawieniu to zdecydowanie moja ulubiona książka! Ostatnio często sięgam po biografie, a gdy ta wpadła w moje ręce wiedziałam że wrócę z nią do domu.
Na oceanie nie ma ciszy to biografia Aleksandra Dobry – podróżnika, który kajakiem przepłynął Atlantyk.
Książka jest niezwykle inspirująca i przekazuje mnóstwo pozytywnej energii. Śledząc kolejne poczytania pana Aleksandra mocno mu kibicowałam, z zaciekawieniem czytałam o kolejnych problemach w trakcie podróży i sposobach radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach.
Wartością dodatkową są fotografie, które wzbogacają opowieści z podróży.
Dlaczego na oceanie nie ma ciszy? Przeczytajcie sami!
ksiazkigrudzien5ksiazkigrudzien6Inaczej to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów twórczości Artura Rojka.
Rojek opowiada o życiu rodzinnym, pokorze którą wyniósł z treningów pływania, własnych inspiracjach muzycznych, o życiu na Śląsku oraz o rozstaniu z zespołem Myslovitz.
Dzięki książce mamy okazję poznać nieco bliżej Artura i przekonać się, że wszystko co robi jest spójne i zgodne z jego charakterem i osobowością, że na scenie niczego nie udaje. Z chęcią wrócę do tej lektury!ksiazkigrudzien7A na koniec trzynaście historii o Polkach, które zadziwiły świat. W książce znajdziemy między innymi opowieść o losach Izabeli Czartoryskiej, Janiny Lewandowskiej, czy Reginy Pilsztyn. Wszystkie kobiety odznaczały się wszechstronnością, były niezwykle utalentowane i pracowite. Żyły intensywnie, a w trudnych czasach walki o niepodległość całkowicie poświęcały się dla dobra swoich rodzin.
Książka to zbiór inspirujących opowieści o kobietach pięknych zarówno zewnętrznie jak i wewnętrznie. Pozycja nie tylko dla osób interesujących się historią. Według mnie każda kobieta powinna po nią sięgnąć i przekonać się, że nie ma dla nas rzeczy niemożliwych!
ksiazkigrudzien8

A Wy co aktualnie czytacie?